piątek, 5 lipca 2013

Prolog Niall Horan

    Stałem na szczycie klifu, chłodny wiatr bawił się moimi włosami. Czułem słony zapach morza, słyszałem huk potężnych fal rozbijających się o wysokie krawędzie skał, pisk mew lecących nad taflą wody.  Słońce właśnie zachodziło, ogarniając krajobraz pomarańczową poświatą. Widoki były naprawdę piękne.
    Splunąłem do morza. Nic mnie to nie obchodziło. W tym momencie tak bardzo nienawidziłem tego miejsca, że aż było mi niedobrze od samego patrzenia. Nienawidziłem tych chmur układających się w nietypowe kształty, cichego szumu morza brzmiącego niczym szept kochanki, nienawidziłem starych, zniszczonych słoną wodą klifów i zielonych krzewów rosnących na zboczach. Wzbierał we mnie tak ogromny gniew, że miałem ochotę wrzasnąć tak głośno, by zdarł mi  się głos. Walnąć w coś, aby zedrzeć sobie skórę z dłoni. Pragnąłem tylko pozbyć się tego uczucia niesprawiedliwości, jakie mnie przepełniało, zemścić się na tych, którzy doprowadzili mnie do tego stanu. Złość i żal, które wypełniały moje serce, były tak silne, że miałem wrażenie, że ono zaraz wybuchnie.
    Zabrali ją.
    Nigdy nie czułem takiego bólu. Chciało mi się ryczeć. Łzy wzbierały w moich oczach, rozmazywały obraz, ale z całych sił starałem się je powstrzymać. Obserwowali mnie. Wiem, że to robili. 
    Zacisnąłem pięści, wbijając paznokcie w dłonie. Rozchyliłem usta, pozwalając, aby wydobył się z nich cichy jęk. Odetchnąłem głęboko. Nic nie pomogło. Złapałem się za głowę, garbiąc plecy.
    Ogarnij się. Opanuj się, chłopie. 
    Z tyłu dobiegł mnie nagły odgłos łamania gałęzi, a później szelest liści. Natychmiast się odwróciłem, przechodząc w stan czujności. Przekleństwo polegało na tym, że nawet gdy moje serce krwawiło, nie mogłem przestać robić tego, co do mnie należy. 
    Między liśćmi zamajaczyła drobna postać.
    - Niall?
    Kochałem ten głos. Mógłbym umierać, a on przywróciłby mnie do życia. 
    Niebieska koszulka stała się wyraźna. Ujrzałem jej jasne włosy spięte w koka, nadal bladą skórę mimo trzech miesięcy spędzonych w ostrym słońcu, jej delikatne dłonie, śliczny mały nosek, szaroniebieskie oczy i kilka skręconych kosmyków wokół najpiękniejszej na świecie twarzy.
    Moja księżniczka. 
    Uśmiechnęła się lekko, a moje serce zatańczyło z radości. W tym słońcu była taka piękna.
    - Niall? - wymówiła moje imię swoim słodkim głosem.
    - Hej, kochanie - odezwałem się.
    Zbliżyła się do mnie. Musiałem się powstrzymać, aby nie rzucić się na nią, nie przytulić i nie zamknąć gdzieś w odosobnieniu, tak aby nikt inny nigdy nie mógł jej dotknąć. 
    Stanęła koło mnie. Wysunęła rękę w moją stronę, ale ją wycofała. Moje serce na chwilę zamarło.
    - A więc... - powiedziała, nie patrząc na mnie - to już jutro, tak?
    Chciałem jej powiedzieć, że nie. Moim największym marzeniem w tej chwili było móc z czystym sumieniem powiedzieć jej, że wszystko jest w porządku. 
    Nienawidzę ich.
    - Tak - wychrypiałem.
    Chciałbym chociaż móc ją pocieszyć. Powiedzieć jej, że mnie też to boli, że cierpię, że nie chcę, że się boję i ją kocham.
    Obserwowali nas.
    Popatrzyła na mnie. Nie płakała, nie krzyczała. Nie żądała wyjaśnień. Lecz w jej spojrzeniu było tyle bólu, że zrobiło mi się niedobrze.
    - Po prostu nie chcę być tylko twoją wakacyjną miłością.
    Poprzysiągłem sobie, że ich wymorduję. A potem po nią wrócę. 



                                                                                   
Mam nadzieję, że nie było tak źle.
Proszę, zostaw komentarz. 

5 komentarzy:

  1. o kuurde dzieewczyno jak ja bym chciała tak pisać;( nawet jakbym milion razy poprawiała moje teksty nigdy nie będą dobre jak twój ;)
    @seksi_potato ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to jest dobre, zapowiada się oryginalnie, nie przestawaj tego pisać <3 Tylko rada na przyszłość - nie dowalaj tak jak w tym pandemonium cieni czy jak to tam było ;)

    OdpowiedzUsuń